30.05.2005
10 w skali Beauforta…
Po kole z MOZ (moze zalicze, 2.5 pytania na 5 mialem na sciagach, jedno mam na bank zle) poszedlem na laborke z Zarzadzania Produkcja II, jako ze nie mam ZPI to dostalem 3.5 do zeszytu, a 2.0 do indeksu… Coż… bywa i tak…
Ale nie o tym mialem pisac… Wychodze sobie z B4 patrze w kierunku Odry a tam czarno… Mówię – pięknie, cza na przystanek szybko zaginać… Stoje sobie na przystanku (zaczyna padać, od paru minut niezla zamieć piaskowa) dzwoni telefon – Jankes sie pyta gdzie jestem i ze mnie do domu zawiezie (sam z siebie zadzwonil
)bo tramwaje nie chodza… Super… 5min później już nie dało się dodzwonić poza własną sieć…
Jedziemy… próba skrętu w Oławską – autobusy na awaryjnych…. drzewo gdzieś spadło pewno… No to jedziemy inaczej… wjezdzamy do mnie juz na inzynierska – a tu na skrzyzowaniu z aleją pracy drzewo
podjedzamy pod blok, nastepne drzewo wyrwane z korzeniami
ide pod klatke a tam na parkingu na 2 autach lezy sobie drzewko
wchodze do domu, patrze przez okno w kuchni a tam nastepne 2 drzewa… Maskara…
Po konsutlacjach z Jankesem doszlismy do wniosku, że wiało dobre 9-10B, ja bym sie bardziej sklanial na 10B… Cos takiego pierwszy raz w zyciu przezylem…