31.01.2007
Ratowanie z opresji…
Eh… znów ratowałem Paszę z opresji… Ostatnio ściągałem go z Kudowy jak auto im się zepsuło, teraz pożyczyłem mu moje maleństwo… Bo padł mu palmtop i jechał do Niemcowni… A bez navi to się ciężko jeździ
Ciężkie jest życie admina….
Eh… znów ratowałem Paszę z opresji… Ostatnio ściągałem go z Kudowy jak auto im się zepsuło, teraz pożyczyłem mu moje maleństwo… Bo padł mu palmtop i jechał do Niemcowni… A bez navi to się ciężko jeździ
Poszedłem (pojechałem
) dzisiaj do P2 zapłacić za basen… No cóż… Troszkę po terminie (termin był do 3 tygodnie temu ;P) wchodzę do kasy i :
ja> dzień dobry, chciałem zapłacić za basen
kasjer> a wie Pan, że termin to już minął?
ja> wiem, ale było mi tu zawsze nie po drodze, zresztą kolejki…
k> wie pan, tutaj przychodzą i proszą grzecznie czy mogą jeszcze zapłacić, a Pan wchodzi i oznajmia, że chce zapłacić (uśmiech kobiety)
j> ale wie Pani… bo oni nie są na piątym roku![]()
Slovick 20:28:06
jestes ?
kowal 20:28:13
tak
Slovick 20:28:22
mam nietypowa prosbe
kowal 20:28:29
slucham
Slovick 20:28:30
zadzwon do mnie bo posialem telefon
Slovick 20:28:35
a mam 100m2 mieszkania
Slovick 20:28:41
i nie moge znalezc
Slovick 20:28:53
a jeszcze 40 minut temu go mialem
telefon się znalazł pod łóżkiem
Dzisiaj postanowiłem wyczyścić sobie klawiaturę w lapku bo już trochę się pod nią zebrało syfu…
Lapek bez klawiatury wygląda tak:
natomiast sama klawiatura:
nie sądziłem, iż znajdę tam aż tyle włosów
Nowy rok miałem bardzo zwariowany…
~14 pojechałem odwieść Lidkę na busa do Kępna po czym wróciłem do domu odespać dalej sylwestra… ~18 dzwoni telefon – Pasza… “kowalll ratuj, jesteśmy w Kudowie przy przejściu czy możesz nas sholować do Wrocławia?” – jasne… Wsiadam w auto i ~20 jestem w Kudowie… Podpinamy linkę i jedziemy – 40km póki nie zdechł zupełnie akumulator i brakło prądu na światła i wycieraczki…
Dzwonimy po lawetę (jakby ktoś był ciekaw, to assistance w warcie pokrywa koszty lawety do 100USD, a laweta kosztuje 5zł kilometr….) po ~30minutach przyjeżdża laweta i udajemy się do Wrocławia…
Na bielanach gość zostawia auto “aaa wiecie, bo ja do Wrocławia nie wjeżdzam” i z bielan ciągniemy CC na lince do mnie pod blok… Rano zaciągnięcie auta do elektryka i diagnoza: wytarte szczotki… Koszt naprawy: 40zł + laweta 200 czy 250 (bo oczywiście kasy z assistance brakło coby auto doholować do Wrocławia i trzeba było dopłacić)
Tegoż samego dnia rano telefon z Vipera, że serwer “strasznie piszczy” – kontroler RAID daje o sobie znać… Pojechaliśmy odebrać auto Maćka i Karoliny i oni udali się do Krakowa a ja do Częstochowy…
Okazało się, że padły 2 z 2 dysków w macierzy RAID1… Ehh… Jeden zupełny trup mechaniczny, drugi dało się uruchomić dając w kontrolerze RAID opcję “force on-line”…
W tym tygodniu czeka mnie jeszcze tam wizyta w celu postawienia systemu od nowa… Cóż… Takie życie…
Jakiś czas tutaj nie pisałem – jakoś tak wyszło… Zabieganie, etc…
Sylwester obywał się tradycyjnie we Wrocławiu w knajpie zwanej Graciarnia – ludzie dopisali (jak to ktoś napisał było Ich czworo + ich cztery + “swój chłop” (Gosia) i Aga), niestety catering trochę nawalił…
Ale impreza zasadniczo się udała…
Z ciekawostek z “Ich czworo” to (prawie) wszyscy są “słomianymi wdowcami” (czyt. mają dziewczyny z różnych powodów na emigracji)